piątek, 30 czerwca 2017

16: Uroki x Młodości

Helloł~ It's me, again. Zdałam oficjalnie maturę z  matmy i mogę w końcu iść na studia *płacz szczęścia* Pozdrawiam wszystkich, którzy we mnie wierzyli i życzyli mi powodzenia. Naprawdę jestem wdzięczna. Z okazji tego macie rozdzialik, czujcie się kochani :3 A ja... Idę szukać szkoły, która mnie przyjmie 😂😂😂


— Trzymaj.

Przejęła od Kurapiki klucze i wzięła głęboki oddech. Po chwili włożyła je w zamek i przekręciła w prawo, odblokowując wejście. Nacisnęła klamkę, a drzwi ustąpiły z cichym skrzypnięciem. Weszła do środka.

Dom miał prostą konstrukcję. Składał się z przedpokoju, otwartej kuchni połączonej z salonem po prawej stronie, oraz dwóch sypialni po lewej. Naprzeciw wejścia była łazienka.

Na wszystkich ścianach wisiały zdjęcia, niechlujnie przyklejone taśmą klejącą. Większość przedstawiała Kyle'a i ją, niektóre zawierały tylko krajobrazy jak zachody słońca czy dobre ujęcia kwiatów oraz szklanek i tym podobne.

Podobał jej się ten dom. Urzekły ją fioletowe ściany w sypialni, jak i błękit w salonie ładnie komponujacy się z białymi meblami. Kuchnia, wyłożona ciemnymi kafelkami. Kolorowe światła. Kominek. Duże, przestronne okna. Taras i ogródek.

Jej wymarzony dom.

Z jakiegoś powodu zapiekły ją oczy.

— Po śmierci Kyle'a, akt własności przeszedł na ciebie — oświadczył Kurapika, spoglądając na Nell. — Dom jest twój.

Uśmiechnęła się z wdzięczością, ściskając nieświadomie klucze. Zawsze chciała mieć własny kąt.

— Właściwie dlaczego tu jest tak czysto? — spytał Killua, przejeżdżając ręką po najbliższym meblu. Warstwa kurzu była minimalna.

Blondyn  wzruszył ramionami.

— Raz na tydzień przychodzi tu sprzątaczka i ogrodnik. Nie chciałem żeby dom się zniszczył. Kurz...

Nie musiał kończyć.

Kurz oznaczał, że dom był opuszczony. Zapomniany. Albo, że właścicielom nie chce się sprzątać, ale żeby tak było, musieliby w ogóle w owym domu przebywać. Dzięki Kurapice Nell nie czuła, jakby weszła do opuszczonego domu... Tylko do swojego własnego.

Gon podszedł do czerwonowłosej i splótł ich palce. Coś w niej zaprotestowało, ale stłumiła to uczucie. Kyle już nie żył. A dom nie był jego grobem, tylko prezentem, od niego, dla niej. No i, potrzebowała teraz wsparcia. Dlatego chwilę później ścisnęła dłoń Gona z niemą wdzięcznością.

Kurapika uśmiechnął się mimowolnie, jednocześnie rzucając Killui rozbawione spojrzenie. Wiedząc o co mu chodzi, młody Zoldyck pokręcił przecząco głową.

Nie chodziło o zazdrość. Killua bał się o przyjaciela. Gon był momentami naprawdę naiwny i zbyt łatwowierny. Młody Zoldyck to wiedział i dlatego jego irytacja wobec bezgranicznego zaufania do obcej im Nell sięgała zenitu. Czy on naprawdę nie widział? Nie wzbudziła jego podejrzeń, gdy okazało się, że zna Trupę oraz Red Riders? Że została zamieszana w tą całą sprawę z Kamieniem? Wszędzie, gdzie się pojawiała, ktoś ją znał – ktoś zły i niebezpieczny. Prawdopodobnie była mordercą, oraz posiadała naprawdę niebezpieczne umiejętności. A on musiał się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodziło.

Dlatego spojrzał na Kurapikę znacząco i przeniósł wzrok na drzwi. Blondyn, domyślając się o co chodzi, kiwnął głową.

— Idziemy na chwilę na zewnątrz — rzucił przyjaźnie do pozostałej dwójki, po czym wyszli z pomieszczenia, nie czekając na odpowiedź. Nell odprowadziła ich czujnym spojrzeniem, podczas gdy Gon ciągnął ją na kanapę, by pooglądać seriale.

— A więc? — spytał blondyn, gdy odeszli kawałek od domu. Szli wzdłuż ścieżki prowadzącej do pobliskiego lasu, gdzie nie było już zabudowań. Wolna przestrzeń, nie zakłócona w większości przez człowieka była miłą odmianą od miasta.

— Wiem, że coś wiesz — odparł Killua nonszalancko. — Coś o Nell. Coś, czego nam nie mówisz, a to może być ważne. Mam rację?

Kurapika zaśmiał się z zakłopotaniem.

— Nie sądziłem, że tak łatwo mnie przejrzeć.

— Nie łatwo — zaprzeczył od razu Zoldyck. — Po prostu jestem dobrym obserwatorem.

Zapanowała cisza, jednak pod naporem natarczywego spojrzenia Zoldyck'a blondyn szybko się poddał.

— Myślę, że wiem niewiele więcej od ciebie — zaczął, gdy po krótkiej wędrówce usiedli na pobliskim pagórku. — Nell jest bardzo... Specyficzną osobą. Niejednokrotnie próbowałem czegoś się o niej dowiedzieć, jednak z marnym skutkiem.

— Co? Dlaczego?

— Nigdy za dużo o sobie nie mówiła — wzruszył ramionami. — Z tego, co udało mi się zebrać wynika, że jej otoczenie było naprawdę nieprzyjemne... Ona była z tych złych, Killua. — zmierzył Zoldyck'a spojrzeniem, jednak ten tylko kiwnął głową. — Wiem, że miała swojego zleceniodawce, który wyznaczał jej robotę. Musiała go naprawdę lubić, mimo że on zlecał jej naprawdę paskudne zadania. Na przykład, żeby okradła Trupę. Albo zinfiltrowała jakąś tam grupę, a potem wymordowała ich, z niewiadomego jej powodu. Jak...

...Zabójca na zlecenie – dokończył Zoldyck w myślach. Kurapika kiwnął głową, widząc zrozumienie w jego oczach.

— Ona miała dość. Naprawdę. Chciała z tym wszystkim skończyć. Gdy tu przyjechała, zerwała kontakt z tym swoim zleceniodawcą i zaczęła normalne życie. A przynajmniej próbowała. Gdy Kyle... — głos lekko mu zadrżał. — Gdy Kyle odszedł, Nell zupełnie się załamała. Powiedziała, że to przez nią. Że On miał rację, że ludzie wokół niej umierają. Tydzień później po prostu zniknęła.

— Wróciła do Niego?

— Możliwe. — Kurapika przeniósł wzrok na horyzont. — Gdy przyszliście z nią do mnie, byłem naprawdę zdziwiony. Myślałem, że nie wróci dopóki nie dokończy swoich spraw. Tymczasem ona straciła pamięć. Dlaczego? Ktoś specjalnie zablokował jej wspomnienia. Być może zrobił to by jej zaszkodzić, ale... — urwał, przygryzając wargę. Killua zmarszczył brwi w niezrozumieniu.

— "Ale"... ?

Kurapika odwrócił głowę i spojrzał na niego z powagą.

— Nie wiem, co przeszła Nell przez te czternaście lat, ale gdy pierwszy raz się spotkaliśmy, jej oczy... Um... W każdym razie miałem wrażenie, że przeżyła o wiele więcej niż powinna. Dlatego powinieneś jej trochę odpuścić.

— Niby czemu?

— Nie ma wpływu na to, kim jest, tak jak ty. A co do wspomnień... Może ktoś po prostu ktoś chciał oddać jej dzieciństwo?

Killua kiwnął głową w zrozumieniu. Jeśli blondyn kierował się tą logiką, jego niechęć do odzyskania wspomnień przez Nell miała sens. Tłumaczyło to również jej dziwne zachowanie – piszczała na widok pająków, ale trupy badała ze znudzeniem. Czasami odnosił wrażenie, jakby dziewczyna miała rozdwojenie jaźni i nie zdziwiłby się, gdyby w jej przypadku naprawdę tak było. Wszystko rozumiał. Jednak...

— Jeżeli ktoś zablokował jej wspomnienia, one wrócą, prędzej czy później — mruknął Killua w zamyśleniu. — Znów stanie się sobą, kimkolwiek by nie była... W końcu nie można uciec od własnej przeszłości.


— Coś długo nie wracają — mruknęła Nell, patrząc wymownie na drzwi, jakby to one były wszystkiemu winne. Gon zaśmiał się, widząc jej nadąsaną minę.

— Stęskniłaś się za nimi?

— Jasne — sarknęła z rozbawieniem. — Szczególnie za Killuą i jego gderaniem, jaka to ja zła nie jestem. Jak mogłeś się z nim zaprzyjaźnić? To chyba wykracza po za moje możliwości.

— Daj spokój — Zmierzył ją rozbawionym spojrzeniem. — Nawet ja widzę, że się lubicie.

— Wiesz, ja bym to nazwała próbą wzajemnej tolerancji... — odpowiedziała, po czym westchnęła widząc jego minę. — Serio. Przestań się w końcu szczerzyć! Killua jest ostatnią osobą, do której bym coś poczuła. Sto lat świetlnych za szarym końcem, w nicości zwanej ,,nigdy" Prędzej zjadłabym wiadro papryczki chilli.

Nienawidziła papryczek chilli.

— A kto mówi o Killui?

Gon uniósł brwi, a ona jęknęła zdruzgotana, wiedząc o co mu chodziło. Za mocno zaprzeczała. Ale taki był jej pierwszy odruch. Chciała powiedzieć to wszystko na głos by utwierdzić się w tych słowach. Przecież nie mogłaby zauroczyć się zabójcy, prawda? Nawet się nie lubili. Dokuczali sobie prawie przy każdej dłuższej wymianie zdań. Nie potrafili ze sobą przebywać.

A wtedy, w podziemiach?

Nie, to była tylko jednorazowa akcja. Okazał jej trochę łaski, bo była mu potrzebna do przejścia tunelu.

A wtedy, podczas świętowania odbicia Mistey?

Chciał się tylko czegoś dowiedzieć.

Cieszyłaś się, gdy pochwalił twój wygląd.

To normalne, w końcu była dziewczyną.

Lubisz jego oczy.

Oh, zamknij się, nakazała sobie w myślach. Z jakiegoś powodu przez ten wewnętrzny monolog zrobiło jej się smutno. Jakby fakt, że nie potrafiła dogadać się z Killuą ją zabolał. Też coś!

Nagle drzwi otworzyły się i do środka weszli Kurapika z Zoldyck'iem. Jej wzrok od razu padł na tego drugiego. On również na nią spojrzał, a ona widząc to, szybko poderwała się z kanapy, udając zainteresowanie jakimś owadem latającym po pokoju. Gon spojrzał na nią ze zdziwieniem, a Kurapika odkaszlnął, by ukryć rozbawienie.

— Nell, wszystko gra? — spytał chwilę później, a dziewczyna przytaknęła energicznie głową.

— W jak najlepszym. Czuję się świetnie, a co?

— Nic — blondyn uśmiechnął się do niej niewinnie.

Ponownie wychwyciła spojrzenie Killuy, na co uniosła brwi.

— Mam coś na twarzy? — spytała poirytowana.

— Nie, tylko... — chłopak podszedł do niej i wyciągnął rękę w stronę jej twarzy. Z szoku całkowicie znieruchomiała. Killua jednak sięgnął dalej i delikatnie dotknął jej włosów, by po chwili pokazać jej biały puszek.

— Musisz mieć dziurę w sofie — mruknął, patrząc na znalezisko.

— Muszę do toalety — mruknęła, gwałtownie zrywając się z miejsca. Po chwili zatrzasnęła się w łazience, odprowadzona dwoma zdziwionymi spojrzeniami i jednym, wyraźnie rozbawionym.

— Co jej znowu odbiło? — mruknął Killua zdezorientowany. — Przecież nie powiedziałem nic złego.

— Może w tym rzecz — zaśmiał się Kurapika.

— Że staram się być miły?

— Może się pochorowała? — zmartwił się Gon, rzucając zaniepokojone spojrzenie w stronę łazienki.

Kurapika ponownie się zaśmiał, po czym kiwnął głową.

— Można tak powiedzieć — odpowiedział ugodowo. — Ale to nic strasznego, masz moje słowo.

Widząc zdezorientowane miny czternastolatków, tylko pokręcił głową z rezygnacją. Nie miał zamiaru im tego tłumaczyć. Musieli sami to wszystko odkryć, na własną rękę. Takie uroki młodości.

— Nell, idziemy na obiad! — krzyknął za to, podchodząc do drzwi.

— Już idę! — odkrzyknęła, ochlapując twarz (po raz kolejny) zimną wodą. Niestety za każdym razem gdy jej cera przybierała normalny odcień, przed oczami znów widziała hipnotyzujący błękit tęczówek pewnego chłopaka i jej policzki na powrót robiły się czerwone. — Niech to szlag — mruknęła pod nosem, patrząc na swoje odbicie.

Dla niej w tej sytuacji nie było żadnego uroku.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

15: Smak x Wygranej.

Momentami zastanawiała się, co zawierały jej wspomnienia. Jakim była człowiekiem? W twj chwili pragnęła wiedzieć, jakie decyzje podejmowała wcześniej, co uważała za słuszne. Nie chciała potem żałować swoich decyzji, podjętych na podstawie braku doświadczenia... Czy raczej zapomnianym braku.

— To jak będzie?

Szybkie spojrzenie na Kamień, potem na przyjaciół. Krótkie spojrzenie na Killuę, błaganie o pomoc. Białowłosy stał nieruchomo, spięty, gotowy do ataku, jednak milczał. W jego wzroku Nell zauważyła zdenerwowanie i panikę, a także swego rodzaju wrogość, większą niż zazwyczaj. Przez jej umysł przeszedł cień goryczy. Wyczuła to. Killua był gotów ją zabić, gdyby zaszła taka potrzeba. Lub gdyby miał taki kaprys. I nie sądziła, żeby miał z tego powodu wyrzuty sumienia.

Normalnie odpowiedź wydawała się być oczywista. Przecież Kamień nie mógł się równać życiu Gona i Kurapiki. Jednak coś ją powstrzymywało przed podjęciem takiej a nie innej decyzji.

— Czas cię goni, słonko — oznajmiła Machi z jadowitym uśmieszkiem, a nici na szyi Kurapiki zacisnęły się jeszcze mocniej. Blondyn charknął i upadł na kolana, a Killua zrobił krok do przodu. Chrollo zmierzył go ostrzegawczym, przeszywającym na wskroś spojrzeniem. Młody zabójca znieruchomiał. Nell widziała jego szok i zdenerwowanie, gdy jego instynkt przetrwania kłócił się z tym, co zamierzał.

Jej serce biło w zastraszającym tempie, umysł pracował na najwyższych obrotach, a stres powoli przejmował trzeźwe myślenie, zastąpiając je paniką.

Spokój – nazkazała sobie w myślach, jednak nic jej to nie dało.

Przypomnieć. Musi sobie przypomnieć cokolwiek, co jej pomoże.

— Życie Strażnika to beznadziejna fucha — fuknęła głośno, zła na siebie i wszystko wokół. Kurapika otworzył szerzej oczy, a w jego spojrzeniu dostrzegła przerażenie.

— Nell, nie...!

Przez jej ciało przeszedł prąd. Chwyciła się za klatkę piersiową, nie mogąc złapać powietrza. Upadła na kolana, zaciskając zęby z bólu.

Ból rozsadzał jej czaszkę. Złapała się za głowę, zdezorientowana i otumaniona.

Co tu się do cholery dzieje?!

A potem zalała ją fala wspomnień.

Wiesz, skoro to oczy kogoś z twojej rodzinki, to cieszę się, że gwizdnęłam je Trupie — zaśmiała się, równając krok z Kurapiką. — Ale mam fuksa, że cię poznałam! Normalnie nie wierzę! Bo przenocujesz mnie za darmo, nie? W końcu narażałam życie dla tych oczu, po za tym, mam Pająki na karku chyba do końca mojego nędznego życia. Nienawidzę tej roboty. 

Blondyn westchnął i kiwnął głową. Wyglądał na zmęczonego. Nell potrafiła to zrozumieć, w końcu śledząc Trupę nie raz musiała siedzieć godzinami na aukcjach, a często zmuszona była zmywać się z nich w trybie natychmiastowym, gdy Pająki postanowiły wymordować wszystkich na sali. Więc Kurapika, chodzący cały dzień po aukcjach miał prawo być padnięty. 

Nagle kopnęła coś przypadkiem. Przedmiot potoczył się do przodu, zaciekawiając Nell. Podeszła i podniosła kamyk wielkości dłoni. W świetle lamp mienił się kolorem intensywnej purpury, w środku zaś (jakimś cudem), kolorami tęczy.

— Jak myślisz, co to jest? — spytała, wracając do Kurapiki. Obróciła kamień w dłoniach, z kpiącym uśmieszkiem na ustach. — Wygląda na coś drogiego. Ciekawe co za kretyn to zgubił... No, cóż, kto znalazł, ten ma.

— Nell — skarcił ją Kurapika. — To może być ważne. 

— Fakt, to jest ważne — odezwał się trzeci głos. Nieznajomy chłopak o rozmierzwionych, fioletowych włosach stanął dwa metry przed nimi i wyciągnął dłoń przez siebie. — Muszę poprosić, żebyście oddali mi Kamień i wolałbym to zrobić po dobroci. 

Nell parsknęła śmiechem, porzucając przedmiot na dłoni. 

— A co będę miała w zamian? — spytała, z wrednym uśmiechem. Chłopak westchnął.

— A co chcesz? Dopóki nie chcesz kogoś zabić, albo być nieśmiertelną i nieskończenie-cokolwiek, to mogę ci to dać.

Nell zmierzyła chłopaka zaciekawionym spojrzeniem.

— Okej — zgodziła się. — Życzę sobie...

— Czekaj, najpierw...! — krzyknął nieznajomy, jednak było już za późno.

— ...żebyś został przy mnie dopóki mi się nie znudzisz. Ewentualnie, dopóki nie umrzesz. 

Kamień w jej dłoni błysnął jasnym fioletem, a nad fioletowowłosym pojawił się znak nieskoñczoności. Natomiast na ręce Nell pojawił się złoty, prawie niewidoczny napis. Imię i nazwisko. 

Masz pojęcie, co zrobiłaś?! — zielonooki jęknął załamany i złapał się na głowę. — Na życzenia nie ma reklamacji! 

— Cóż, wygląda na to, że jesteś na mnie skazany... — spojrzała na rękę, po czym przeniosła wzrok na chłopaka i uśmiechnęła się z rozbawieniem —... Kyle'u Sheen.


— Nell!

— Nell, musisz to przerwać! 

— Killua, zrób coś!

— Co niby?!

— Nic na to nie poradzicie. Już się zaczęło.

— Gon, nie! 


— Zastanawiałaś się kiedyś kim chciałabyś być, jak dorośniesz?

Spojrzała na niego, będąc pewna, że żartuje. Łóżko na którym leżeli zatrzęsło się, gdy wybuchła wymuszonym śmiechem.

— Myślisz, że mam czas na takie rzeczy? To bez sensu — odparła. Przewrócił oczami i usiadł na niej okrakiem, na co uniosła brwi. — Naruszasz moją przestrzeń osobistą. 

— Odpowiedz — zażądał z rozbawieniem, nie zrażony jej postawą. — Gdybyś miała teraz zacząć inne życie, co byś zrobiła? 

Lubiła w nim tą stanowczość. Lubiła sposób w jaki mówił. Lubiła jego uśmiech i pełne, różowe wargi. Jego oczy, intensywnie szmaragdowe, w których nigdy nie gościł smutek. Jego bezpośredniość i charakter lekkoducha, który nie raz doprowadzał ją do szału. Lubiła w nim wszystko, od palców do czubka głowy. 

— Hmm... Okej. Chciałabym zamieszkać na obrzeżach miasta — zaczęła, patrząc w baldachim nad nią. — Kupiłabym tam mały domek z ogródkiem. Moglibyśmy wykombinować trampolinę. No i oczywiście pies. Musimy mieć psa. Pewnie zatrudniłabym się w najbliższej bibliotece, by mieć najnudniejszą pracę świata. Tak, fajnie byłoby mieć spokojną i przyjemną fuchę. Ty pewnie pracował byś w przedszkolu, bo masz dwie lewe ręce i straszna z ciebie ciapa. A jak będziemy siedzieć przed kominkiem i głaskać na zmianę psa, jednocześnie będziemy się kłócić kto robi obiad ma następny dzień. I zapewne będziesz to ty, bo mi ulegniesz, jak zawsze. 

Spodziewała się jakiegoś kąśliwego komentarza, jednak chłopak nic nie powiedział. Spojrzała na niego z zaciekawieniem. Minę miał skupioną, jakby się nad czymś zastanawiał. Zaraz jednak uśmiechnął się i spojrzał jej prosto w oczy. 

— Czyli mówisz, że będziemy razem mieszkać? Siedzieć przy kominku? I będziemy mieli psa? 

Gdy dotarł do niej sens własnych słów, zrobiło jej się gorąco że wstydu.

— Nie to miałam...

— Czyli muszę naruszyć jeszcze bardziej twoją prywatną przestrzeń — zaśmiał się, po czym złączył ich usta.

~

Nie, jednak nie pójdę na żaden głupi bal! — wrzasnęła, zrywając się z krzesła.

Kyle przewrócił oczami i napił się soku, opierając się jednocześnie o blat. 

— Oczywiście, że pójdziesz. 

— Nie wiem, dlaczego wcześniej się zgodziłam. Nawet nie umiem tańczyć. 

— Wystarczy, że ja umiem — wzruszył ramionami. — Ty za to wyglądasz pięknie. Nie ma opcji, bym się tobą nie pochwalił.

~

— Nell, kupiłem nam domek!

— Co?! Skąd wziąłeś na to pieniądze?

— Zarobiłem na dostawie pizzy...

— Jasne...

Przewrócił oczami i uśmiechnął się zawadiacko.

— Czy to ważne? Po prostu mnie pocałuj.

~

... Jej serce waliło jak oszalałe, gdy biegła ciemnymi korytarzami, szukając odpowiedniej sali. Kurapikę zostawiła gdzieś w tyle, nie będąc na tyle cierpliwa, by na niego poczekać. Musiała go znaleźć. 

Dlaczego puściła go sama? Dała zamydlić sobie oczy, że wychodzi tylko do sklepu. Szkoda, że nie wspomniał słowem, że Trupie zachciało się Ishi no Yume, co oznaczało, że znalazł się na celowniku najniebezpieczniejszej grupy przestępczej na świecie. Czy on był na tyle głupi by myśleć, że poradzi sobie sam?! 

Gorąco postanowiła sobie, że gdy wrócą do domu, nie puści go samego nawet do kibla. 

— Mógłbyś już łaskawie nam go oddać? — usłyszała nagle czyjś spokojny głos. Następnie cichy plask, krzyk i odgłos zderzenia ciała z twardą powierzchnią. Przyspieszyła i z impetem wbiegła do pomieszczenia. To co tam zastała sprawiło, że zaschło jej w gardle. 

Wiedziała że wcześniej czy później spotka Trupę, ale szczerze miała nadzieję, że nastąpi to później niż wcześniej. Niestety los nie był dla niej taki łaskawy. 

Najbardziej jednak przeraziła ją powagą sytuacji, jaką zastała. I Kyle, cały we krwi.

— Patrzcie, kto do nas zawitał! — zaśmiała się Machi, patrząc na dziewczynę z pogardą. — Nasza mała złodziejka!

Nell zignorowała ją i podbiegła do fioletowowłosego. Uklękła przed nim i wyciągnęła ręce w kierunku jego ran. Było ich jednak tak wiele, że nie wiedziała od czego zacząć, ani jak mu pomóc. W jej głowie, po raz pierwszy od wielu lat, panował chaos i panika. Kyle miał tak wiele ran ciętych i kłutych, że zastanawiała się jakim cudem jeszcze żył. Krew wypływała z niego w pokaźnej ilości, a jego prawa noga była wygięta pod bardzo nie ciekawym kątem.

— Kyle?

Odwrócił głowę w jej stronę i przeniósł na nią wzrok. Jego oczy, oczy które tak kochała, teraz były lekko mętne, a ich zieleń jakby przygasła.

— Nell.

Na jej widok uśmiechnął się słabo, co wydawało się absurdem, biorąc pod uwagę jego stan.

— Dlaczego? — z trudem udało jej się powstrzymać łzy, co było dla niej nowością – zazwyczaj mało co ją ruszało. 

— Miałem nadzieję, że jednak przyjdziesz — powiedział cicho. Z jakiegoś powodu Chrollo powstrzymał Trupę, więc stali bezczynnie, przyglądając się dwójce nastolatków. — Chociaż to bez sensu. W końcu cały plan... Polegał na tym... Żeby trzymać cię z daleka od tego gówna.

Poczuła, jak coś nagle obciążyło jej kieszeń kurtki. Otworzyła szerzej oczy, patrząc na chłopaka.

— Kyle...

— Oni nie mogą tego dostać — szepnął. — Wybacz, że koniec końców cię w to wpakowałem.

— Umrzesz...

— Wiem — mruknął z rozbawieniem. — Nie mogło być inaczej.

— Nie możesz mi tego zrobić — warknęła. — Życzę sobie żebyś wyzdrowiał.

— Wiesz, że to tak nie działa. Nie na Strażników.

— Nie możesz mnie zostawić. — jej ton przyjął błagalny wydźwięk. Miała tylko dwanaście lat. Mało, ale kochała go swoim całym dwunastoletnim sercem, jak nikogo w swoim życiu. — Obiecałeś. Nie możesz mnie zostawić, to wbrew życzeniu!

Spojrzał na nią ze łzami w oczach.

— Życie Strażnika to beznadziejna fucha, Nelly. 

Gdy zamknął oczy, a jego klatka piersiowa przestała walczyć o każdy oddech, jej ciałem wstrząsnął szloch

Błagam, nie!



Gwałtownie otworzyła oczy i nieprzytomnym wzrokiem omiotła pomieszczenie. Grota była w masakrycznym stanie, sklepienie i ściany były mocno uszkodzone. Ich fragmenty walały się po podłodze, kurz jeszcze opadał. Kurapika był wolny, razem z Killuą stali niedaleko, poszarpani i wymęczeni. Naprzeciwko nich członkowie Trupy opierali się o ścianę.

Gona zauważyła jako ostatniego, co było dziwne, jako że był przy niej najbliżej. To on obejmował ją, gdy wracały jej wspomnienia. Teraz odsunął się od niej, a w jego oczach zobaczyła żal. Jego policzki były mokre od łez.

— Tak mi przykro, Nell.

Wspomnienia o Kyle'u dalej krążyły jej po głowie i było ich coraz więcej. Jedno odpowiednie zdanie  odblokowało wszystkie wspomnienia najpiękniejszych chwil, które przeżyła. To był tylko rok, podczas którego była najszęśliwszą dziewczyną na świecie. A Trupa to wszystko zniszczyła.

Jakimś cudem Gon wiedział. Może to był efekt uboczny, może to przez to, że ją dotknął... Nie wiedziała, jednak łzy płynęły jej policzkach mocniej z każdym wspomnieniem.

— Zabraliście mi go — usłyszała czyjś głos. Minęła chwila, zanim uświadomiła sobie, że zdanie padło z jej ust. Spojrzała na Trupę tępym wzrokiem i dopiero gdy jej uwaga skupiła się na Feitanie, poczuła przypływ gniewu. Teraz doskonale go pamiętała – to on pastwił się nad Kylem, bawił się nim, nie pozwalając mu  umrzeć, jednocześnie nie dając chwili wytchnienia. Mistrz w swoim fachu. Ile go torturował? Godzinę? Dwie? Pięć?

Otarła łzy i wstała, chwiejąc się na nogach. Gon chciał jej pomóc, ale pokręciła przecząco głową.

— Zabraliście mi go — warknęła, teraz już całkowicie świadomie. Jej oczy przybrały ognisty kolor, a spojrzenie stało się beznamiętne, zimne, jakby nie jej.

Gon cofnął się, nie wiedząc jak na to zareagować.

— Nell — zaczął Kurapika, starając się opanować drżenie głosu. — Nell, posłuchaj mnie. Nie masz z nimi szans. Nell...

— Zamknij się! — wrzasnęła, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem. Całą uwagę skupiła na Feitanie. Brunet widząc to, prychnął.

— Możesz próbować.

Gdyby nie Gon, byłaby już przy nim. Nastolatek złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie. Szarpała się, ale nie zrobiła mu większej krzywdy. Po chwili jej oczy wróciły do normalnego koloru, a ona przestała się wierzgać. Musiała skupić się na priorytetach.

Teraz, gdy już odzyskała część wspomnień, wiedziała, co należy zrobić. Podeszła do obeliska nad którym lewitował Kamień i wyciągnęła rękę.

Chrollo ruszył ku niej, razem z pozostałą dwójką towarzyszy. Kurapika natychmiast poderwał się z miejsca. Jego oczy świeciły teraz jaskrawą czerwienią i Nell chwilowo zapatrzyła się w nie, podziwiając ich barwę i piękno. Klan Kurapiki został wymordowany przez Trupę, więc był jedynym, który posiadał taki kolor oczu.

Blondyn zaatakował łańcuchami. Killua zamierzył się na Feitan'a, jednak ten szybko znalazł się za nim i wymierzył mu kopniaka w plecy. Białowłosy poleciał na ścianę i Nell wyraźnie usłyszała, jak coś chrupło. Mialat nadzieję, że to ściana. Gon zwinnie unikał ataków Machi, z jakiegoś powodu nie odpowiadając przemocą. Chyba nie lubił bić dziewczyn.

Walka za jej plecami trwała w najlepsze, przez co nie mogła się skoncentrować. Musiała sięgnąć po Kamień i go zniszczyć, zanim ktoś zdąży jej go odebrać. Trójka chłopców kupowała jej trochę czasu, ale wiedziała, że nie mają szans. Musiała się pospieszyć.

Killua ledwo uniknął ostrza Feitan'a  które świsnęło przed jego szyją. Zaczęli poruszać się z taką prędkością, że nie można było dostrzec ich sylwetek. Kurapika i Chrollo walczyli zaciekle, nie przepuszczając ani jednej okazji na kontratak, by zabić tego drugiego, przez co coraz bardziej cierpiało pomieszczenie. Machi za to dostawała szewskiej pasji i wyzywała Gona od małp i kangurów, jako że ten dalej odmawiał walki.

Wyciągnęła rękę w stronę przedmiotu i zacisnęła zęby, czując ból. Miała wrażenie jakby wkładała dłoń do prądu. Mimo to nie ustępowała.

Błagam, daj mi się wziąć. Moi przyjaciele potrzebują pomocy.

Gdy tylko to pomyślała, ból zniknął, a ona chwyciła Kamień w rękę. Wcześniej próbowano wiele sposobów zniszczyć Kamień, nikt jednak nigdy nie odważył się jednak tego zażyczyć. Pamiętała zdziwienie Kyle'a, gdy mu to zaproponowała.

,,Jest szansa, że Strażnik zniknie wtedy razem z kamieniem. A mi jakoś się nie spieszy do grobu, Nelly''

Mimo to musiała spróbować.

— Życzę sobie byś zniknął na zawsze! — powiedziała głośno, nim ktokolwiek zdążył zareagować. Kamień rozbłysł światłem i rozszczepił na miliony kawałków. Skrawek jej świadomości odnotował fakt, że głosy walki ucichły.

W poświacie zaczął tworzyć się kształt i po chwili dziewczyna rozpoznała fioletowe, rozmierzwione włosy oraz szmaragdowe oczy. Jej oczy rozszerzyły się w przypływie szoku. Zacisnęła zęby, nie wiedząc co powiedzieć. Niedawno odzyskane wspomnienia szumiały jej wciąż w głowie. To ona. To ona mu to zrobiła. Gdy krzyknęła by jej nie zostawiał, gdy o to błagała, związała jego duszę z Kamieniem. Wskazała go na dwa lata trwania pomiędzy światami, samotnie.

Chłopak uśmiechnął się do niej smutno.

Długo co to zajęło, Nelly. Myślałem, że zanudzę się na śmierć.

Jak zawsze beznadziejne poczucie humoru — mimo swoich słów, zaśmiała się cicho. Chłopak wyciągnął rękę przed siebie, dając znać by wyciągnęła swoją. Położył na jej dłoni fiolkę z błękitnym płynem, na co uniosła brwi.

— Cofa wszystkie obrażenia do godziny wstecz. Nawet te śmiertelne — powiedział lekko. — To taki prezent, żeby przepowiednia się zgadzała. Trochę się namęczyłem, wymyślając ją.

Kyle, ja...

Cycki ci urosły! Ile masz teraz lat, czternaście?

— Zboczeńcu! — fuknęła piskliwie, poprawiając koszulkę. Zaśmiał się radośnie.

Nie lubię jak jesteś smutna, Nelly.

Podszedł do niej i dotknął jej policzka.

Miło było cię znów zobaczyć — powiedział z uśmiechem. Nachylił się i pocałował ją w czoło. — Żegnaj Nelly.

Skinął głową na Kurapikę, podziękował trójce chłopaków za pomoc. Trupa zdążyła już się ulotnić. Następnie znów spojrzał na Nell i jego sylwetka rozmyła się w przestrzeni.

Zrobiło się przeraźliwie ciemno. Pomieszczenie zaczęło drżeć, kurz znów zaczął się unosić.

— Musimy uciekać! — wrzasnął Kurapika. — Nell!

Gon podbiegł do dziewczyny po omacku i chwycił ją za rękę, na co wrzasnęła przeraźliwie. Mimo to nie puścił jej nadgarstka.

— To tylko ja!

Słysząc znajomy głos trochę  się uspokoiła. Zaczęli uciekać na oślep korytarzami. Killua raz po raz puszczał wiązki elektryczne by zorientować się w terenie. Nie było już żadnych pułapek, niczego. Wszystko znikło wraz z magią Kamienia. Korytarze waliły się  się tuż za nimi.

— Jest! — wrzasnął Killua, dostrzegając światło wyjścia jako pierwszy. Przyspieszyli i w ostatniej chwili wbiegli po schodkach na górę. Sekundę po tym korytarz którym biegli runął w dół, zasypując schodki.

Dysząc, rozejrzeli się dookoła. Znajdowali się na końcu jakiejś opuszczonej uliczki, zapewne gdzieś na obżeżach miasta.

— To koniec? — spytał Gon, opierając się o ścianę.

— Koniec — potwierdził Kurapika, wstając. Otrzepał ubranie z pierwszwgo brudu i wyciągnął dłoń do Killuy, którą ten chwycił bez wahania. Następnie podszedł do Nell i również pomógł jej wstać.

Wzrok miała nieobecny, jakby myślami błądziła gdzieś daleko.

Gon widząc to, również do niej podszedł. Chwycił delikatnie jej ramiona, zmuszając, by na niego spojrzała.

— Wszystko w porządku?

Pokręciła przecząco głową. Wygrała. Powinna się cieszyć, przecież jej się udało. Im się udało. Dlaczego więc czuła taką gorycz? Dlaczego nie mogła odepchnąć od siebie obrazu jego smutnego uśmiechu?

— Nic nie jest w porządku — załkała, po czym wybuchła płaczem, wtulając się w jego ramię.

Killua i Kurapika odwrócili wzrok.

Jej wygrana miała gorzki smak.

✳✳✳


🎵 Helloooł, It's meee 🎵


Pewnie się stęskniliście, co? Ja za wami też pyśki, ja za wami też. Udajmy, że tęskniliście za mną, nie rozdziałem XD
No! A więc równy miesiąc nam pyknął od ostatniej notki. Chyyyba musicie się przyzwyczajać, bo opornie mi to idzie, szczególnie teraz gdy piszę na telefonie (komputer przeżywa śmierć kliniczną, a kasy na naprawę na horyzoncie nie widać)
Noale jest? Jest.

Od razu mówię, bez marudzenia, wątek wspomnień Nell będzie się pojawiał, bo to ważne. Musicie to przeżyć. 

Mam wrażenie że zawiodłam wątkiem z Pająkami. Wybaczcie, chyba mnie to przerosło. :'( 

Z góry za błędy przepraszam, poprawię je później. Mykam do pracy.

Komentujcie ładnie! :*