poniedziałek, 17 lipca 2017

17: Powitalny x Nokaut.

Pociągi były jej ulubionym transportem. Szczególnie, że Kurapika załatwił im cały przedział, dzięki czemu całe sześć miejsc było do ich dyspozycji. Dlatego teraz leżała rozciągnięta z ugiętymi nogami w kolanach i uśmiechała się, wsłuchując w miarowy rytm pociągu.

— Dlaczego akurat ty dostałaś trzy miejsca? — Killua spojrzał na nią z niezadowoleniem, nie kryjąc niechęci. Słysząc jego ton, dziewczyna zaśmiała się z rozbawieniem, kierując na niego spojrzenie złotych oczu.

— Ponieważ jestem ulubienicą Kurapiki, przeżyłam przez ostatnie kilka dni o wiele więcej od was i coś mi się należy.

— Aha, jasne. Wiesz, nie chcę być niedelikatny, ale twój chłopak nie żył już od dłuższego czasu.

— Wiem. Ale tego nie pamiętałam.

I nie chciałam pamiętać, pomyślała, przenosząc wzrok z powrotem na sufit. Książka, którą trzymała na brzuchu, zaczęła jej nieprzyjemnie ciążyć, jednak za bardzo bała się, że ją uszkodzi, by dać ją do torby lub inne, względnie bezpieczne miejsce. 

— Swoją drogą, nie mogę uwierzyć, że się zgodziliście. — zaczęła, by zmienić temat. — Macie świadomość, że Mistey jest naszym punktem wyjściowym w poszukiwaniach Ginga, a miasto do którego jedziemy, jest kompletnie w przeciwnym kierunku? 

I taka była prawda. Mort  de Lavie mieściło się całkowicie na południu kraju, prawie piętnaście godzin jazdy pociągiem z Wonderland. Mieli naprawdę szczęście, że w ostatnich latach zbudowano do miasta bezpośrednie linie pociągowe, dzięki czemu nie musieli się przesiadać. Sama droga zapowiadała się jednak mecząco, zarówno przez temperaturę za oknem jak i zestaw pasażerów w przedziale.

— I tak chcieliśmy odwiedzić Leorio — odpowiedział Gon wesoło. — A znajomy Kurapiki mieszka w tym samym mieście, więc upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu.

Westchnęła, dając za wygraną. Przed wyjazdem Kurapika poprosił ich o przysługę – jego znajomy potrzebował pilnie książki, którą jemu udało się znaleźć. Nie mógł jednak ruszyć się tymczasowo z miasta, więc poprosił ich o przysługę, dodatkowo zachęcając, by odwiedzili jakiegoś tam Leorio. Gon i Killua z chęcią przystali na taki układ, a jej nie pozostało nic innego, jak się zgodzić.

Gdyby wiedziała, jakie tą ,,wycieczka" będzie miała dla nich konsekwencje, siłą wpakowałaby dwójkę chłopaków do pociągu w przeciwnym kierunku. Ale nie wiedziała. Dlatego sunęli średnim tempem po szynach już od dziesięciu godzin, śpiąc i kłócąc się od czasu do czasu.

Gdy wieczorem pociąg z głośnym gwizdem zatrzymał się na peronie w Mort de Lavie, Nell prawie popłakała się ze szczęścia. Piętnaście godzin w jednym pomieszczeniu z dogryzajacym jej Killuą było wręcz nie do zniesienia. Najgorsze w tym wszystkim było to, że jego docinki zaczęły ją ranić. Jakby ją obchodziła jego opinia. Też coś!

Zadrżała, gdy zimny wiatr otulił jej ciało. Wieczór był chłodny, a ona miała na sobie tylko koszulkę na ramiączkach i krótkie spodenki. Jej bagaż nie zawierał żadnej bluzy, jako że na północy było ciepło, po za tym, w rzeczach, które podarowała jej Bunny nie mieściło się nic nawet trochę męskiego. (Należy uściślić, że blondynka wszystko, co mogli nosić również faceci, uważała za męskie.)

Starając się nie drżeć, zaczęła rozglądać się dookoła, podziwiając panoramę miasta. Budynki sprawiały wrażenie starych i wręcz zabytkowych, jednak były odremontowane i zadbane. Wysokie lampy żeliwne również kojarzyły jej się z dawnymi czasami, ale już nie aż tak dawnymi. Brukowana, wypukła kostka, cały wystrój i wieczór sprawiał, że miasto sprawiało wrażenie wyjętego ze średniowiecza. Nawet sklepy zostały wyglądem jakby dopasowane do otoczenia, choć dziewczyna nie wątpiła, że po wejściu do jednego z nich cała magia tego miejsca pryśnie.

— Zimno ci?

Rzuciła poirytowane spojrzenie Gon'owi, jednak jej wzrok zaraz złagodniał, widząc jego zatroskaną minę. Freecss zawsze był spostrzegawczy, nie powinna była się dziwić, że zauważył.

— Nie, to przez wiatr — skłamała gładko. — Przed chwilą zawiał i...

Przerwała, gdy kawałek czarnego materiału przysłonił jej widok. Chwyciła go w dłonie, po chwili rozpoznając w nim czarny polar Killuy. Jak na zawołanie zrobiło jej się gorąco na twarzy.

— Nie  chcę — odparła stanowczo, wyciągając rękę z ubraniem w stronę białowłosego.

— Nałóż.

— Nie.

— Nakładaj!

— Nie!

— Jest ci zimno, nie wydziwiaj!

— Hęę? — uniosła brwi, patrząc na niego z irytacją. — Mówiłam, że nie jest mi zimno! Jesteś głuchy, czy głupi? — zadrwiła z wrednym uśmieszkiem na ustach. Killua zmierzył ją morderczym spojrzeniem, po czym wyrwał polar z ręki.

— Nie to nie! — fuknął obrażony. Nell uniosła dumnie podbródek, zaciskając zęby, by przypadkiem nie zacząć drżeć. Co to to nie! Nie uszli jednak nawet pięciu minut gdy nagle pisnęła, czując jak coś spada jej na głowę. Po chwili miała już polar na szyi, a Killua skrzyżował ręce na piersi.

— Jak się przeziebisz, spowolnisz naszą podróż, głuuupia.

Uniosła brwi, nakładając ugodowo resztę bluzy na ciało, po którym już po chwili rozlało się przyjemne ciepło. Jego argument był co najmniej dziwny.

Moglibyście mnie tu po prostu zostawić, przemknęło jej przez myśl. Ale najwyraźniej Killua nie brał takiej opcji pod uwagę, co zadziwiająco poprawiło jej humor.

Kierując się wskazówkami napisanymi na kartce przez Kurapikę, po kilkunastu minutach dotarli pod wskazany adres.

Leorio mieszkał w małym, jednopiętrowym domku o spadzistym dachu i żółtych ścianach. Przed wejściem znajdował się średniej wielkości ogródek z altanką i długą huśtawką na kilka osób. Gdy minęli furtkę i podeszli do drzwi, Nell ogarnęło nieprzyjemne uczucie skrępowania. Obejrzała się za siebie i kątem oka odnotowała, że Killua zrobił to samo. Gdy na nią spojrzał, zauważyła w jego oczach niepokój, jednak natychmiast uciekł wzrokiem, przez co nie była pewna czy dobrze widziała. W tym samym czasie Gon zapukał do drzwi. Ze środka usłyszeli ,,już idę!" częściowo zagłuszone krzykami i trzaskiem zbijanego szkła. Kilka sekund później drzwi zostały brutalnie pociągnięte do zewnątrz, a w progu stanął... No właśnie.

Nell musiała mocno zadrzeć głowę do góry, by zmierzyć mężczyznę wzrokiem, czy raczej zobaczyć jego twarz. Był szczupły, ale umięśniony. Ciemne, krótkie włosy lekko zaczesał do góry, brązowe oczy emanowały radością i dezorientacją, a czarne, małe okulary na nosie dodawały mu lat, bo na pewno nie powagi. Ubrany w zwykły, czerwony podkoszulek i długie, dresowe spodnie, na gust Nell był stanowczo za wysoki. Ale z wyglądu sprawiał wrażenie sympatycznego.

— Killua?! Gon?! Co wy tu...?! — mężczyzna najwyraźniej miał problem z opanowaniem szoku i innych emocji, na co chłopcy uśmiechnęli się przyjaźnie.

— Wpadliśmy w odwiedziny, Kurapika cię nie uprzedził? — zdziwił się Killua, a Leorio odsunął się by mogli wejść.

— Nie mam z Kurapiką kontaktu od ponad roku — odpowiedział mężczyzna. — Co u niego?

Ani Gon, ani Killua nie zdążyli jednak się odezwać, gdy nagle usłyszeli kilka głuchych uderzeń o podłogę, a następnie zza ściany wyskoczyła dziewczyna z miotłą. Biegła przed siebie, biorąc wielkie zamachy i uderzając przedmiotem w podłogę, w akompaniamencie "haajah!". Uciekająca mysz polna zwinnie unikała śmiercionośnej broni, po czym przemknęła między nogami Killuy, a potem wszystko działo się bardzo szybko. Killua podniósł głowę, dziewczyna zamachnęła się miotłą i po chwili białowłosy leżał na podłodze znokautowany, ogłuszony i zdezorientowany. Mysz polna wybiegła z domu i czmychnęła w trawę, Leorio zatrzasnął z impetem drzwi, a Nell nie pozostało nic innego, jak dostać ataku śmiechu.

— Coś kiedyś wspominałeś o zwinności, siwy zgredzie!

— Zamknij się, buraczany łbie — odciął się, a Gon zaśmiał się z zakłopotaniem.

— Nie kłóćcie się — poprosił, na co momentalnie obrzucili się pełnymi wrogości spojrzeniami. Chociaż w przypadku Nell, były to tylko pozory. Oboje jednak posłuchali prośby, jako że szczęście Gona było dla nich priorytetem.

— Dziewczyno, ile razy ci mam powtarzać, że myszy polnych nie złapiesz miotłą?! — wrzasnął Leorio załamany.

W tym samym czasie napastniczka pisnęła i uklękła przed Killuą z przerażeniem.

— Nic ci nie jest?

— Nic mu nie będzie, ma twardą głowę — odpowiedziała za chłopaka Nell, widząc, że ciężko mu się odezwać. Dzięki temu zwróciła na siebie uwagę Leorio, który zaraz zaczął przepraszać ją za wcześniejszą ignorancję i wypytywać o wszystko po kolei od imienia po poznanie Gona. Sam Freecss, upewniwszy się, że przyjacielowi nic nie jest, też chętnie udzielał się w rozmowie. Killua pozostał w rękach niedoszłej napastniczki.

— Przynieść ci lód? Wody? Kręci ci się w głowie? Ile widzisz palców? Nie, jednak nie odpowiadaj. Matko, a jak uszkodziłam ci głowę? Jestem za młoda, żeby iść siedzieć!

— Nic mi nie jest — wykrztusił w końcu, próbując zebrać myśli. I uderzenie miotłą nie miało z tym wiele wspólnego.

Nie rozumiał tego, bo przecież nie zwracał uwagi na dziewczyny. Dowód na to stanowiła choćby Nell, która była mu obojętna pod względem płciowym. Długo za nią nie przepadał, ponieważ stanowiła zagrożenie, jeszcze tylko nie wiedział jakie. Koniec końców pogodził się z tym, że na jakiś czas Nell pozostanie nieodłączną częścią ekipy. Od niedawna zaczął widzieć w niej nawet dziewczynę. Ale teraz... To było co innego.

Pierwszym, co zauważył były jej oczy. Intensywnie szmaragdowe, zaniepokojone i niezwykle szczere. Potem drobne piegi na idealnym, lekko zadartym nosie. Jasną, gładką cerę. Twarz w kształcie migdału. Długie, wręcz ognistego koloru włosy, spięte w luźną kitkę i opadające na lewe ramię. Grzywkę, którą raz po raz odgarniała na lewą stronę. Pełne, różowe usta. Delikatny głos pełen paniki.

— Leo, chyba mu coś jednak zrobiłam! — pisnęła rudowłosa, odwracając się ku mężczyźnie. — Przed chwilą niby mi odpowiedział, że nic mu nie jest, a teraz znów nie mam z nim kontaktu!

Leorio oderwał się od rozmowy z Nell o Gonem, po czym podszedł do Killuy i kucnął przed nim odganiając zielonnoką. Jak na zawołanie, Killua zamrugał, wyrwany z amoku i poderwał się na równe nogi.

— Nic mi nie jest — powtórzył. — Jestem tylko zmęczony po podróży. Nienawidzę jazdy pociągiem.

— No wiesz co? — oburzyła się Nell. Gon położył jej rękę na ramieniu i zaśmiał się.

— Pokażę wam wasze pokoje — oznajmił Leorio, po czym ruszył przed siebie, a reszta podążyła za nim. Na szybko pokazał im dom w razie, gdyby czegoś potrzebowali. Następnie wskazał dwie pary drzwi i podrapał się po karku, zakłopotany.

— Nic nie szkodzi — powiedział ze śmiechem Gon, machając zbywająco ręką. — To i tak więcej, niż nam trzeba.

Paladinight zmarszczył brwi w niezrozumieniu.

— Jak to więcej?

— Śpimy w trójkę — wyjaśnił brunet, a Leorio i rudowłosa unieśli brwi.

— Śpicie z Nell? — upewił się mężczyzna, jakby nie mógł przetrawić tej informacji.

— Tak zazwyczaj wychodzi — wyjaśnił Killua.

Dziewczyna rzuciła mu pełne wdzięczności spojrzenie. Mógł teraz wyśmiać jej fobię, jednak odkad się dowiedział, ani razu tego nie zrobił. To był kolejny plus do ich relacji i Nell miała nadzieję, że będzie ich jeszcze dużo.

Koniec końców znów wylądowali w trójkę na jedynym łóżku. Gdyby Nell i Killua mieli czas, zapewne ponownie by się pokłócili, jednak zbyt szybko zmorzył ich sen, by do tego doszło. Tylko Gon nie spał jeszcze dłuższą chwilę, próbując wymyślić jakiś sposób, by przekonać do siebie na wzajem dwójkę przyjaciół. Ale i on szybko poległ, wsłuchując się w miarowy oddech dziewczyny.

Pogrążeni w głębokim śnie, nie zobaczyli cienia oddalającego się od okna.

❇❇❇


Helloł, łowcy :3
Mam nadzieję, że polubicie nową bohaterkę, mimo że jest ruda #stopstereotypom 😂😂 Wstęp do następnych wydarzeń, będzie jeszcze kilka luźnych rozdziałów, ale wszystkie są ważne więc czytajcie uważnie :3


Komputer mi zdechł i już nie wróci, ale DOSTAŁAM SIĘ NA STUDIA.


[Tu bijecie mi brawa i gratulujecie]


Dziękuję, dziękuję :3 Dziennikarstwo, strzeż się, oto nadchodzę! *Przeładowuje paczkę oreło*


Mam nadzieję że dobrze się bawicie na wakacjach, ja już zalegam w domu i odświeżam Huntera by lepiej opisywać naszych bohaterów :3


Coś za długa mi ta notka odautorska wychodzi..


A więc pa 😂
Do napisania!


#alexmeiko