czwartek, 31 sierpnia 2017

20: Podobieństwa x I x Różnice.

Gon nigdy nie myślał, że to powie, ale ostatnimi czasy miał dość swoich przyjaciół. Siedząc na niebieskiej kanapie i popijając sobie herbatkę, wzrokiem skakał z Nell na Killuę i z Killuy na Nell, próbując rozeznać się po raz kolejny o co poszło. W większości przypadków po prostu dawał sobie z tym spokój i coś czuł, że tym razem również na tym poprzestanie. Martwiło go tylko, że odkąd przyjechali do Mort de Lavie ich kłótnie mocno się zaostrzyły.

— Jezu, jesteś nie do zniesienia! — wrzasnęła czerwonowłosa.

— Ja jestem nie do zniesienia?! — Zoldyck uniósł brwi, krzyżując ręce na piersi. — Uczepiłaś się jej!

— Kolejny raz masz urojenia, durniu! Nie zwalaj wszystkiego na mnie!

— Zamierzanie się na kogoś kataną to już przesada, nie sądzisz?!

— Wcale tego nie zrobiłam! Uczyła mnie po prostu trzymać miecz!

Ach. Gon przypomniał sobie, o co chodziło, a raczej o kogo. Chodziło o Renę. W sumie, przeważnie o nią chodziło. Przez ostatni tydzień każda konfrontacja dziewczyn kończyła się kłótnią Nell i Killuy. Na dobrą sprawę, nie rozumiał tego ani trochę. Dlaczego jego przyjaciel tak bardzo się martwił o Renę? Dlaczego krzyczał ciągle na Nell? Gdzie leżało drugie dno tego wszystkiego? Jego przyjaciele byli sfrustrowani. Widział to, mimo że starali się to ukryć. Ich własne emocje, jakiekolwiek by nie były, zaślepiały ich.

— Jak ci tak nie pasuje, to może idź sobie znowu do Levisa?!

— A żebyś wiedział, cholera, że pójdę! Kto by chciał siedzieć z takim palantem jak ty!

Gon poczuł dziwny uścisk w żołądku.

— Nie idź.

Jego usta poruszyły się mimowolnie, powtarzając na głos myśl. Zapadła cisza. Dlaczego to powiedział? Mimo to powtórzył zdanie, patrząc na Nell błagalnie.

 — Nie idź.

Odwzajemniła jego spojrzenie, łagodnym, pełnym ulgi. Uśmiechnęła się do niego delikatnie.

Nie poszła.

Po południu przyszła Rena ze szkoły, godzinę po niej Leorio przytaszczył się do domu z miną cierpiętnika. Zjedli w ciszy obiad przyrządzony przez rudowłosą. No, prawie wszyscy. Nell nawet nie tknęła swojej porcji, wymigując się brakiem apetytu. Przeprosiła Renę, co zdziwiło nawet samą zielonooką i poszła do salonu oglądać telewizję.

— Kill, co jej zrobiłeś?

Killua skrzywił się na to pytanie.

— Nic. I nie mów tak do mnie.

Gon spojrzał na talerz i wciągnął pasek cukinii. Spaghetti z cukini, jak to nazwała Rena, było naprawdę całkiem niezłe. W dodatku z serem feta komponowało się wyśmienicie. Nie był smakoszem, ale lubił jeść dobre rzeczy. Może ciocia Mito kiedyś zrobi to samo?

— Dobra, zbierajcie się.

Obaj chłopcy spojrzeli na Renę zdziwieni. Westchnęła, zeskakując z barowego krzesełka, na którym siedziała i włożyła pusty talerz do zlewu.

— Gdzie? — spytał w końcu Killua, nie wytrzymując.

— Zobaczycie — odparła wymijająco dziewczyna, wychodząc z kuchni. — Neeeeellly, ubieraj się! Wychodzimy! — usłyszeli jeszcze z korytarza.

— Nie mów do mnie Nelly! — krzyknęła Nell z salonu.

Gon miał wrażenie, że Rena uwielbiała denerwować ludzi. I że Nell naprawdę nie lubiła Reny.

Pogoda była całkiem niezła, biorąc pod uwagę deszcze, które towarzyszyły im przez kilka wcześniejszych dni. Nie było może zbyt ciepło, ale nie padało. Ciemne chmury zasnuły jednak niebo, więc na wszelki wypadek wzięli parasole. Całą czwórką wyszli z domu, ubrani w grubsze rzeczy. Gon w zieloną bluzę, Rena granatową parkę, Killua fioletową bluzę z kapturem, a Nell szła metr za nimi, naburmuszona, w czarnym polarze białowłosego. Nie miała niczego cieplejszego, a Gon żałował przez chwilę, że nie dał jej czegoś swojego. Zaraz jednak zganił się za takie myśli. Przecież to nie miało znaczenia. Bo nie miało, prawda? Ale jeżeli tak, to dlaczego czył ten dziwny ucisk w żołądku?

— Jestem dziwny — mruknął pod nosem, zapatrzony w chodnik. Killua zerknął na niego kątem oka, ale nie skomentował.

Minęło kilka minut, nim przystanęli przed dużym, białym budynkiem, w którym Gon od razu rozpoznał szpital.

— Po co tu przyszliśmy? — spytała Nell łagodniej niż zazwyczaj. Być może widok szpitala coś jej uświadomił, a może chciała być trochę milsza. Nie wiedział.

Rena milczała przez chwilę, a gdy się odezwała, nawet nie zaszczyciła ich spojrzeniem.

— Bo nie chciałam przychodzić tu sama.

Po czym ruszyła w stronę drzwi, a pozostała trójka podążyła posłusznie za nią.

Mijali wiele sal; przeszli dwa piętra.Idąc przez korytarze, co poniektórzy ludzie rzucali Renie współczujące spojrzenia, jednak nie zwracała na nich uwagi. Zatrzymali się na trzecim, na końcu skrzydła, w ostatniej sali.  Dziewczyna przystanęła przed śnieżnobiałymi drzwiami i wzięła kilka głębszych oddechów.

— Nie odważyłam się tu przyjść odkąd to się stało — powiedziała cicho.

Nell dotknęła jej pleców, jakby w geście wsparcia. To chyba zdziwiło wszystkich, ponieważ nikt tego nie skomentował. Rudowłosa wzięła ostatni głębszy oddech i nacisnęła klamkę. Weszli do środka.

Pierwsze, co rzuciło się Gonowi w oczy, to nieskazitelna biel pomieszczenia. Przez niesamowicie czyste okna,  promienie zachodzącego słońca wpadały do sali szpitalnej, oświetlając łóżko tuż przy oknach. Leżał na nim na oko nastoletni chłopak, podpięty do aparatury. Miał włosy o trochę ciemniejszym odcieniu niż Rena, ale też rude. Jego cera była mlecznobiała, a ręce chude i kościste. Policzki miał zapadnięte, na twarzy wyraźnie odznaczały się kości policzkowe.

— To Rine. — wyjaśniła Rena drżącym głosem. Nie wiedząc czemu, Gon spodziewał się jakiegoś złośliwego komentarza ze strony Nell. Gdy jednak na nią spojrzał, w jej oczach zobaczył przerażenie. Patrzyła na ciało chłopaka jakby zobaczyła ducha. Zrobiła się blada jak ściana. Zmarszczył brwi. To normalna reakcja? — Mój brat bliźniak. Widzicie, tak naprawdę nie jestem spokrewniona z Leo. Ale jego i moi rodzice się przyjaźnili. Pochodziliśmy z tego samego, zapomnianego miasteczka. Ale potem moja rodzina przeprowadziła się do Mort de Lavie.

— Co stało się twoim rodzicom? — spytał cicho Gon. Rena usiadła na najbliższym krzesełku, obok pacjenta.

— Wracaliśmy z dwu miesięcznych wakacji nad morzem. Nieszczęśliwie był to wieczór. Gdybyśmy wiedzieli, co dzieje się w mieście, przenocowalibyśmy gdzieś indziej. Ale nie wiedzieliśmy. A potem...

Urwała, spuszczając głowę.

— Dozorcy — dokończył za nią Killua. Kiwnęła głową.

— Dojeżdżaliśmy na miejsce, kiedy ojciec wrzasnął i puścił kierownicę. Mama próbowała odzyskać panowanie nad samochodem, ale to nic nie dało. Rodzice nie przeżyli wypadku. Gdy ocknęłam się po jakimś czasie, Rine miotał się na drodze i wrzeszczał. Trzymał się za głowę. Krzyczał ,,zostaw mnie!", a ja nie wiedziałam co się dzieje. Potem zemdlał. I nie ocknął się do teraz.

— A zrobi to? — spytał Gon.

Rena spojrzała na niego pociemniałymi oczami.

— Mam nadzieję. ...Czy to nie głupie? — zaśmiała się nagle ponuro, unosząc głowę i wlepiając wzrok w sufit. — Przez całe życie życzyłam im śmierci. Rodzice zaplanowali mi życie. Chcieli bym została kimś, kim nie chciałam. Nie miałam siły im się mocniej sprzeciwić. Byłam złą córką. Uciekałam z domu. Ale zawsze wracałam, gdy Rine pisał mi o tym, jak mama i tata odchodzą od zmysłów. Piłam, paliłam, malowałam się zbyt mocno, przeklinałam zbyt często. Ubierałam się zbyt skąpo. Tylko po to, by nie dać się stłamsić. Powiedziałam im tyle przykrych słów. A potem, kiedy umarli... Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Teraz oddałabym wszystko, by ich ożywić. By Rine nie leżał tu jak pieprzona roślinka.

— To nie twoja wina. — Killua spojrzał na nią łagodnie.

— Nie chciałam, żeby mówili mi jak mam żyć.

— Nikt nie lubi, jak planuje mu się życie. Wiem coś o tym.

Widząc kątem oka ruch, Gon spojrzał na Nell i zdrętwiał, widząc jej minę. Już nie kryła swoich emocji. Może nie umiała. Może nie miała już siły. Patrzyła na Killuę z bólem w złotych oczach. Wyglądała, jakby zaraz miała się rozsypać.

Rena zauważyła to zaraz po nim.

— Wszystko w porządku? — spytała, ocierając łzy z policzków. — Nell?

Nie pytaj jej o to, pomyślał Gon, zszokowany. Nigdy nie widział czerwonowłosej w takim stanie. Przecież widać, że nie.

— Ja... — zaczęła Nell drżącym głosem. — Muszę iść.

Głos załamał jej się w połowie zdania. Killua spojrzał na nią pytająco, jednak nie zdążył napotkać jej wzroku. Złotooka wybiegła z pomieszczenia.

— Nell! — Gon zerwał się z miejsca i rzucił ku drzwiom, jednak Zoldyck zagrodził mu drogę, kiwając przecząco głową.

— Daj jej chwilę.

Freecss zmierzył przyjaciela niecierpliwym spojrzeniem. Nie chciał jej dać chwili. Chciał przy niej po prostu być.


Biegła na oślep, ocierając raz po raz łzy, spływające po policzkach. Frustracja, jaka się w niej zebrała, sięgnęła wreszcie zenitu. Nie wytrzymała.

Obiecała sobie, że będzie silna. Próbowała się nawet dogadać z Reną, co okazało się niemożliwe. I przez nią i przez Killuę, który widział w Nell tylko zagrożenie dla otoczenia. Właśnie. Tylko zagrożenie. Jej czternastoletnie serce nie było przygotowane na takie uczucia, takie odrzucenie, a teraz jeszcze to.

Och, biedna Rena. Urodzona, by zostać kimś, nie mając wyboru w kwestii własnej przyszłości, próbowała się buntować. Tak, brzmiało znajomo. Mogła z nią toczyć walki, mogła zastanawiać się, co Killua w niej widzi. Ale jednego nie mogła mu dać. Zrozumienia. A Rena mogła. W końcu Killua też był dzieckiem, po którym oczekiwano szczególnych czynów i zaplanowano mu życie. A Nell? Nie wiedziała nawet, jak wyglądają jej rodzice. Nie wiedziała, gdzie się urodziła i ile naprawdę ma lat. Nie wiedziała, czy imię, którym się posługiwała, jest prawdziwe, ani czy w ogóle miała jakąkolwiek rodzinę i gdzie mieszkała. Nie wiedziała nic.

 Dlaczego nie wyjechali ten tydzień temu, gdy oddali książkę? Mogli to zrobić, ale nie chcieli. Znaczy, chłopcy nie chcieli. Killua zaczął spędzać więcej czasu z Reną, a przez ciągłe kłótnie, Nell lądowała w rezydencji Levisa. Gon za to spędzał czas na oglądaniu telewizji albo snuciu się z Killą i Reną.

Zajęła jej miejsce.

I co najgorsze, Nell miała wrażenie, że rudowłosa pasuje na nim lepiej niż ona. Była przecież taka wspaniała. Umiała posługiwać się bronią, znała perfekcyjnie nen, była radosna i wygadana, ładna, no i obaj ją lubili. Nie musieli się przez nią kłócić i narażać życia. Nie jak przez Nell.

Przestań płakać kretynko!, wrzasnęła na siebie w myślach, ocierając kolejne łzy. Z każdym krokiem było jednak gorzej i gorzej. Miała dość tego miejsca, Killuy, Reny i własnych uczuć, których nie rozumiała.

Nawet nie zauważyła, kiedy przekroczyła bramę jedynego azylu w tym przeklętym mieście. Mechanicznie szarpnęła drzwi i wpadła do środka, kierując się do pokoju na drugim piętrze. Minęła kilka pokojówek i Chrisa, który spojrzał na nią łagodnie.

— Panicz jest u siebie! — zawołał za nią spokojnym głosem. Dopadła ostatnich drzwi na tym przeklętym, niesamowicie długim korytarzu i weszła do środka, nawet nie pukając. Levis oderwał wzrok od czytanej lektury i zeskoczył z parapetu, z wyraźnym zaniepokojeniem.

— Nell, co się...?

Nie dokończył, ponieważ dziewczyna wpadła mu w ramiona i wybuchła niepohamowanym płaczem. Automatycznie objął ją jedną ręką, a z drugiej wyrzucił książkę na łóżko i zaczął głaskać Nell uspokajająco po głowie.

— Już dobrze. Już dobrze. Ciii, już, spokojnie...

— Nienawidzę jej — wyszlochała mu w koszulę, a on kiwnął głową.

— Wiem.

—Ale ona nie jest zła. Jestem okropna.

— Nie prawda. Jesteś wspaniała.

— Jestem.

— Nie jesteś, Nell. Nie jesteś, słyszysz? — jego głos był łagodny i zarazem stanowczy. — Jesteś najwspanialszą dziewczyną, jaką poznałem. Nie wolno ci myśleć inaczej.

Chyba każda dziewczyna chciałaby usłyszeć te słowa. Nell też chciała słyszeć, jednak nie od niego. Chciała je usłyszeć od Killuy.

Uśmiechnęła, się, powoli odzyskując spokój. Levis pachniał książkami. Książkami, drzewami i delikatnie wanilią. Znała ten zapach. Kochała ten zapach.

Levis pachniał jak Kyle.

❇❇❇

A miało nie być dram XD
Ale tak serio, to cały arc w Mort de Lavie jest jedną wielką dramą KilluNell XD ojć, spoiler alert? Ale spoko, oczywiście akcja swoją drogą, a dramy powplatane XD

Rozdzialik częściowo z perspektywy Gona. Myśleliście, że będziecie się cieszyć KilluNell wiecznie? Wiem, że tak, ale nie ma tak dobrze 😂😂

O ironio, od części Nell na yt włączyło mi się Photograph, Eda Sheeran'a i myślałam, że się poryczę nad własnym opowiadaniem 😂 ale byłby wstyd xD

Chciałam wam wstawić świetne fanarty Nell i KilluNell, autorstwa jednej z czytelniczek na wattpadzie, ale serwer mi je odrzuca i nie wiem jak mam to zrobić :C

Jutro 1.09 XD Kto się cieszy? 😂

I to chyba tyle.

Mam nadzieję, że się podobało 😘

Meiko